Pierwszy motor dostał na trzecie urodziny. Dziś ściga się na torze. Poznajcie Nikodema Truchla (wywiad)
Niektórzy siedmiolatkowie marzą o nowych klockach, piłce albo konsoli. Nikodem Truchel z Ostrowi Mazowieckiej od najmłodszych lat najlepiej czuje się na dwóch kółkach. Motocykle zainteresowały go bardzo wcześnie, a wszystko zaczęło się jeszcze zanim skończył trzy lata. Najpierw był spalinowy quad, później pierwsza Yamaha PW50 i szybko okazało się, że nie jest to chwilowa fascynacja.
Dziś Nikoś regularnie trenuje motocross, jeździ na zawody i coraz lepiej odnajduje się na torze. Za jego startami stoi jednak cała rodzina. Są dalekie wyjazdy, przygotowania motocykla, oglądanie toru, treningi i oczywiście sporo emocji. Czasem, żeby wystartować w zawodach, trzeba pokonać nawet kilkaset kilometrów.
Mimo że motocross zajmuje sporą część jego życia, Nikodem pozostaje zwyczajnym siedmiolatkiem. Chodzi do szkoły, gra w piłkę i jeździ z tatą na ryby. Rodzice pilnują też, żeby jazda na motocyklu cały czas sprawiała mu frajdę, a nie stała się obowiązkiem. O początkach tej pasji, zawodach i emocjach opowiedzieli nam rodzice Nikodema. Kilka pytań zadaliśmy też samemu zawodnikowi.
Pamiętacie moment, w którym zorientowaliście się, że Nikoś naprawdę połknął bakcyla motocrossu?
Tak, pamiętamy ten moment bardzo dobrze. Nikoś od najmłodszych lat zdecydowanie bardziej interesował się rowerami, motorami i wszystkim, na czym można było jeździć, niż zabawkami. Widać było, że ciągnie go do ruchu i adrenaliny. Kiedy miał około 2,5 roku, zobaczył pierwszy raz spalinowego quada. Zapytał, co to jest i czy może się przejechać. Znajomy pokazał mu, gdzie jest gaz i hamulec, Nikoś wsiadł i... po prostu pojechał. Bez większego stresu, jakby robił to od zawsze. Przez kolejne trzy miesiące jeździł quadem, ale cały czas powtarzał, że chciałby mieć motor. Na trzecie urodziny dostał swoją pierwszą Yamahę PW50. To właśnie od niej wszystko się zaczęło. Wsiadł na motor i ponownie, bez większych problemów, zaczął jeździć. Wtedy już wiedzieliśmy, że to nie jest chwilowa dziecięca zajawka. Zobaczyliśmy w nim prawdziwą pasję. Od tamtej pory motocross stał się ogromną częścią jego życia i szybko okazało się, że Nikoś naprawdę chce się w tym rozwijać.
Co dzieje się przed zawodami? Jak wygląda taki dzień od rana, zanim Nikoś w ogóle pojawi się na starcie?
Przy zawodach motocrossowych dzień zaczyna się tak naprawdę dużo wcześniej. Ponieważ większość zawodów mamy dość daleko, często pokonujemy 300-500 kilometrów, a czasami jedziemy nawet za granicę. Dlatego zazwyczaj wyjeżdżamy już dzień wcześniej. Chcemy, żeby Nikoś w dniu zawodów był wypoczęty i żeby długa podróż nie odebrała mu energii. Rano, kiedy jesteśmy już na miejscu, zaczynamy od biura zawodów, gdzie zgłaszamy Nikosia do odpowiednich wyścigów. Później kilka razy przechodzimy po torze. Oglądamy nawierzchnię, zakręty, skoki i trudniejsze fragmenty, a przy okazji ustalamy taktykę na wyścig. To jest też moment, kiedy rozmawiamy o tym, na co powinien szczególnie uważać. Później przychodzi czas na rozgrzewkę i przygotowanie do startu. Nikoś przebiera się w cały strój, a następnie przechodzimy odbiór techniczny. Komisja sprawdza motocykl, jego stan techniczny oraz to, czy wyposażenie i strój zawodnika spełniają wymagane normy. I wtedy zostaje już tylko najważniejszy moment - linia startu. Nikoś ustawia się razem z innymi zawodnikami, czeka na opuszczenie bramki i przez około 15 minut daje z siebie wszystko. Po pierwszym wyścigu jest chwila odpoczynku, coś do jedzenia i czas na złapanie oddechu. Później przygotowujemy się do drugiego wyścigu, który często jest równie wymagający jak pierwszy. Kiedy wszystkie kategorie zakończą swoje przejazdy, czekamy jeszcze na dekorację. To jeden z naszych ulubionych momentów - medale, puchary i podsumowanie całego dnia. A później pakujemy sprzęt i ruszamy w drogę powrotną do domu. Można powiedzieć, że te 15 minut ścigania to tylko część całej przygody. Za każdym startem stoi wiele godzin podróży, przygotowań, planowania i pracy, zarówno Nikosia, jak i całej naszej rodziny.
Co jest dla was, jako rodziców, najtrudniejsze podczas jego startów? Bardziej stresujecie się przed wyścigiem czy potraficie już podejść do tego na spokojnie?
Myślę, że każde z nas przeżywa to trochę inaczej. Nikoś na większość zawodów jeździ z tatą, ponieważ mama zostaje w domu z jego młodszym bratem Iwo, który właśnie stawia swoje pierwsze kroki na tym samym motocyklu, na którym Nikoś zaczynał swoją przygodę. Mama jest bardzo wrażliwa i tak naprawdę trudno jej patrzeć na wyścigi Nikosia. Bardzo się o niego boi i chyba każdy jego upadek przeżywa mocniej niż on sam. Tata natomiast przeszedł z Nikosiem już naprawdę dużo i przez te wszystkie lata nauczył się podchodzić do zawodów zdecydowanie spokojniej. Wiadomo, emocje zawsze są, ale staramy się przede wszystkim skupiać na tym, żeby Nikoś był dobrze przygotowany i bezpieczny. Są jednak takie zawody, przy których nawet tata nie potrafi być całkowicie spokojny. Szczególnie wtedy, kiedy tor jest trudny, a na starcie ustawia się około 30 zawodników. Wszyscy ruszają jednocześnie i w pierwszych sekundach wyścigu naprawdę niewiele potrzeba, żeby doszło do dużej kraksy. W takich momentach stres jest nieunikniony. Jako rodzic chciałoby się wejść na tor, zatrzymać wszystko i mieć pewność, że nic mu się nie stanie. Z drugiej strony wiemy, że Nikoś kocha ten sport, jest dobrze przygotowany i musi mieć możliwość samodzielnego mierzenia się z wyzwaniami. Dlatego staramy się być dla niego przede wszystkim wsparciem - przed startem dać mu spokój i pewność siebie, a po wyścigu niezależnie od wyniku być obok niego. Bo dla nas najważniejsze jest to, żeby wracał do domu zdrowy, z uśmiechem i poczuciem, że dał z siebie wszystko.
Jak łączycie treningi i zawody ze szkołą oraz zwykłym życiem siedmiolatka?
Tak naprawdę życie Nikosia w dużej mierze kręci się wokół sportu, ale staramy się, żeby cały czas był przede wszystkim normalnym, siedmioletnim chłopcem. W tygodniu, jak każde dziecko w jego wieku, chodzi do szkoły. Po szkole często ma basen, jeździ na rowerze, a ostatnio bardzo polubił również treningi boksu. Zależy nam na tym, żeby rozwijał się wszechstronnie, a nie tylko na motocyklu. Weekendy wyglądają już trochę inaczej. Jeśli nie mamy zawodów, często ruszamy w Polskę i odwiedzamy różne tory motocrossowe. Nikoś regularnie trenuje w klubie Trenujemy.mx, pod okiem świetnego trenera Kacpra Majowicza. Z Kacprem ma bardzo dobry kontakt i naprawdę lubi te treningi. Widać, że dobrze się tam czuje i przede wszystkim czerpie z jazdy dużo radości. Oczywiście zdarzają się też takie dni, kiedy Nikoś ma typowo dziecięce humory i mówi, że na trening absolutnie nie chce jechać. Nie zmuszamy go wtedy na siłę. Czasami dla odmiany jedziemy na nasz własny tor i po prostu spędzamy czas razem. Jeździmy wtedy na motocyklach albo quadach, bez presji na wynik czy trening - po prostu dla przyjemności. Można więc powiedzieć, że większość naszych weekendów jest związana z motoryzacją, ale najważniejsze jest dla nas to, żeby Nikoś nadal czerpał z tego radość. Chcemy, żeby motocross był jego pasją, a nie obowiązkiem.
O motocrossową pasję zapytaliśmy również samego Nikosia. Chcieliśmy dowiedzieć się, co najbardziej podoba mu się w jeździe i czym zajmuje się wtedy, kiedy akurat nie siedzi na motocyklu. Odpowiedzi siedmiolatka najlepiej pokazują, że dla niego najważniejsza jest po prostu radość z jazdy.
Co najbardziej lubisz w jeżdżeniu na motorze?
Jazda na motorze sprawia mi przyjemność, bardzo lubię dźwięk motoru i zapach spalin. Najbardziej lubie wchodzić szybko w zakrety i skakać hopki.
Lubisz bardziej treningi czy prawdziwe wyścigi?
Lubię bardzo i treningi i wyścigi. Na treningach najbardziej cieszy mnie spotkanie z kolegami i wspólna jazda, a na zawodach można pokazać że jest się dobrym zawodnikiem, można zdobyć puchar lub medal, ale najbardziej lubię sam start jest wtedy duży ryk motorów i można zdobyć holeshota (przyp. red. - to moment, gdy zawodnik najlepiej ruszy ze startu i jako pierwszy dojedzie do pierwszego zakrętu).
A kiedy nie jeździsz na motorze, czym jeszcze lubisz się zajmować?
Lubię jeździć z tata na ryby, grać w piłkę nożną i jeździć rowerem.
Jedno jest pewne. Motocross zajmuje w życiu Nikosia naprawdę ważne miejsce, a sam siedmiolatek podchodzi do swojej pasji z ogromną radością. Ma już za sobą pierwsze zawody, kolejne treningi i coraz więcej doświadczenia na torze.
Co ciekawe, Nikoś doczekał się nawet własnej piosenki, co tylko pokazuje, jak wyjątkową częścią jego codzienności stała się motocyklowa przygoda.
Rozmawiała Angelika Litwa













Należą one do osób, które je zamieściły. Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia Regulaminu.