Skocz do zawartości
Dzisiaj
9oikona pogody
Dobra jakość powietrza
Jutro
9oikona pogody
PB956,50 złON8,14 złLPG3,75 zł
Skrót dnia Wideo Zdjęcia Reklama Redakcja
Reklama
Strona głównaAktualności

Amelia straciła rękę w wypadku, dziś gra w reprezentacji Polski. "Moja niepełnosprawność opisuje mnie jako silną kobietę" (wywiad)

Wyświetleń: 683
Amelia straciła rękę w wypadku, dziś gra w reprezentacji Polski. 'Moja niepełnosprawność opisuje mnie jako silną kobietę' (wywiad)
Fot. archiwum prywatne Amelii Kropiwnickiej

W 2021 roku Amelia Kropiwnicka miała 18 lat, kończyła szkołę i snuła plany na przyszłość. W lipcu stało się coś, co zmieniło jej życie. Ledwo uszła z życiem z wypadku samochodowego. W ciężkim stanie trafiła do szpitala. Przez długi czas nie była nawet w pełni świadoma tego, co się z nią dzieje.

O tym, że lekarze amputowali jej lewą rękę, dowiedziała się... miesiąc po powrocie do domu. Musiała od nowa uczyć się wielu zwykłych, codziennych czynności. Były też załamania, depresja i chwile, kiedy nie wierzyła, że nie poradzi sobie z nową sytuacją. Z czasem zaczęła jednak odzyskiwać samodzielność.

23-letnia dziś Amelia nie pozwoliła, aby dramatyczne wydarzenie ją zatrzymało. Podróżuje, uprawia sport. Trenuje amp futbol, jest bramkarką reprezentacji Polski kobiet.

Reklama

Amp futbol to odmiana piłki nożnej dla osób po amputacjach lub z wadami kończyn. Zawodnicy grają o kulach, a bramkarze występują z niepełnosprawnością kończyn górnych. Jak to się stało, że Amelia zainteresowała się tą dyscypliną? Napisała do niej trenerka reprezentacji Polski kobiet w amp futbolu i zaproponowała grę w drużynie. Amelia początkowo uznała tę propozycję za żart. Ale ostatecznie podjęła wyzwanie i od 11 maja 2025 roku jest reprezentantką Polski. 

O tym, jak wyglądało życie po wypadku i co sprawiło, że dziś może powiedzieć, że naprawdę korzysta z życia? Amelia Kropiwnicka w szczerej rozmowie.

Czytaj nas częściej w Google
DODAJ W GOOGLE

Pamiętasz moment, kiedy dowiedziałaś się, że lekarze amputowali ci rękę?

To było chyba miesiąc po powrocie do domu. Tak naprawdę to przez wiele tygodni nie byłam świadoma, co się ze mną dzieje, z powodu trzech narkoz oraz śpiączki farmakologicznej i leków, jakie otrzymywałam w tym czasie. Kiedy byłam już w domu i powoli odzyskiwałam świadomość, zauważyłam pewnego dnia, jak mama robi mi opatrunek. To wtedy odkryłam, że z mojej ręki pozostał kikut. To było przerażające. A potem rozpoczęłam żmudny powrót do życia codziennego. Wszystkiego musiałam uczyć się na nowo, bo nie chciałam być od nikogo zależna.

Od początku wierzyłaś, że będziesz mogła wrócić do życia, jakie wiodłaś przed wypadkiem?

Nie wierzyłam, że będę mogła wrócić do normalnego życia. Byłam przekonana, że z jedną ręką nic już nie będę mogła zrobić. Miałam załamania nerwowe, wpadłam w depresję.

Czy był moment, w którym pomyślałaś "nie dam rady"? 

Oczywiście, że miałam takie myśli. Gdy zdarzył się wypadek, byłam w klasie maturalnej technikum usług fryzjerskich. Ze względu na zły stan zdrowia - psychicznego oraz fizycznego - miałam nauczanie domowe. Czułam strach przed wzięciem do ręki nożyczek fryzjerskich, by wykonać strzyżenie na główce treningowej. Bałam się, że mi nie wyjdzie. Były momenty, gdy chciałam się poddać, ale na szczęście udało mi się pokonać słabość. Największym wsparciem na tym etapie była moja wychowawczyni, pani Monika Łuniewska, która dopingowała mnie, żebym jak najlepiej zdała egzaminy zawodowe i oczywiście tak się stało. Ogromne wsparcie stanowiła oczywiście także moja najbliższa rodzina oraz partner. Pomagali, doradzali. To dzięki nim udało mi się oddalić złe myśli.

Co najbardziej zmieniło się w Twojej codzienności?

To, że musiałam prosić drugą osobę o pomoc w zrobieniu kucyka, bo sama nie jestem w stanie go zrobić, tak jak było kiedyś. 

Czy są rzeczy, których musiałaś nauczyć się robić na nowo?

Oczywiście, że są takie rzeczy, musiałam nauczyć się jak sama zawiązać buty, zapiąć kurtkę, guzik, czy przekroić i posmarować bułkę. Są to proste czynności, a okazały się jednak tak trudne. Wiele muszę się nagimnastykować , aby którąś z tych czynności wykonać. 

Gdy przychodzi trudny moment, co wtedy robisz?

Takich chwil jest mnóstwo. Jednym ze sposobów jest założenie słuchawek na uszy i pójście z psem na spacer. Wtedy mogę się wyciszyć i zastanowić, co mogę zrobić w trudnym momencie.

Co było dla Ciebie największym wyzwaniem?

Najtrudniejsze było zaakceptowanie tego, że nie mam ręki oraz tego, jak patrzą na mnie obcy ludzie. Pamiętam pewną sytuację sprzed czterech lat. Gdy szłam koło starego kościoła, mijała mnie kobieta z małym dzieckiem. W pewnym momencie dziecko powiedziało: "Mamo, zobacz, ta pani nie ma ręki", a matka odpowiedziała: "Odsuń się, bo się zarazisz". Choć ta wypowiedź była bez sensu, nie byłam w stanie powstrzymać łez, poczułam się gorsza. Po dłuższej chwili udało mi się jednak opanować łzy i złość. Pomyślałam: "Nie jestem gorsza, jestem po prostu osobą z niepełnosprawnością. Przecież to jest normalna sprawa".

Jak zaczęła się Twoja przygoda z amp futbolem?

Napisała do mnie trenerka reprezentacji Polski kobiet w amp futbolu. Gdy czytałam tę wiadomość, pomyślałam, że to jest na pewno fejk więc zignorowałam ją. Jednak po jakimś czasie dostałam wiadomość od partnera, że ta sama trenerka napisała do niego z prośbą, abym jej odpisała. I w końcu tak zrobiłam. Dostałam propozycję dołączenia do biegu charytatywnego na Mokotowie, dołączyłam i od tamtego dnia, czyli od 11 maja 2025 r., jestem częścią reprezentacji Polski w amp futbolu. Gram również w nowo powstałej drużynie kobiet w amp futbolu FFK FURIA WARSZAWA. To drużyna, która chce nie tylko rywalizować, ale także inspirować i zmieniać rzeczywistość. Gram na pozycji bramkarza i realizuję się w tym. Dwa razy w miesiącu mamy trzydniowe zgrupowania w różnych miastach, czasem też wyjazdy zagraniczne z reprezentacją Polski kobiet, np. do Turcji czy Francji. 

Czy sport zmienił Twoje podejście do niepełnosprawności?

Zdecydowanie tak. Dzięki niemu zaczęłam spostrzegać moją niepełnosprawność jako zwykłą niedoskonałość, a nie jak karę czy niedogodność. Niepełnosprawność nie opisuje mnie jako potwora, tak jak myślałam kiedyś. Opisuje mnie jako silną kobietę, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. 

Co, a może kto, najbardziej motywuje Cię do działania?

To mój partner, który był ze mną przed wypadkiem oraz po nim. To on daje mi motywację do działania. Poza tym oczywiście sport. 

Jakie są Twoje marzenia i cele?

Moim marzeniem jest proteza elektroniczna, czyli taka, która będzie sama się zginać w łokciu, z ruchomą dłonią, która mi pomoże w pracy fryzjera. A cel? Jest prosty - stworzyć jak najlepszą wersję siebie i nie żałować niczego!

Co powiedziałabyś osobie, która po trudnych doświadczeniach nie wierzy, że może jeszcze normalnie żyć?

Nie musisz być silną osobą każdego dnia. To, co Cię spotkało, mogło zmienić Twoje życie, ale nie musi odebrać Ci szczęścia. Nie musisz wracać do dawnej siebie, zbuduj siebie na nowo. To, że dziś nie widzisz przyszłości, nie oznacza, że nie czeka na Ciebie coś pięknego.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.

Rozmawiała Angelika Litwa

a.litwa@ostrowmaz24.pl

Reklama

Powiązane tematy

Polecane wiadomości

Reklama

Nasze podserwisy

Warto odwiedzić

Spotted Ostrołęka
Info Przasnysz

Wyszukiwarka