Opublikowano

Co wiemy po spotkaniu Polska - Włochy?

Wczorajsze spotkanie przeciwko Włochom nie należało do najprostszych do przyswojenia. Wieczór 15 listopada przy akompaniamencie czerwono-biały

Wczorajsze spotkanie przeciwko Włochom nie należało do najprostszych do przyswojenia. Wieczór 15 listopada przy akompaniamencie czerwono-białych koszulek i TVP1 generował frustracje. Zabrakło jakości, umiejętności i... grania w piłkę. Polska do szeregu wróć.

Odmienne stany skupienia. Gdzie włoski głaz przetoczył się po klimacie złożonym z polskiego gazu. Bezbarwnego, bezwonnego, z odczynnikiem negatywnym na test piłkarskiej inteligencji. Innie piłkarska galaktyka. Chłopak z dobrego, włoskiego domu z prywatnej uczelni kontra rozrabiaka z ostatniej ławki, z lekko ubrudzoną buzią, którego dziennik uwag zapisany jest już od pierwszego tygodnia roku szkolnego.

Co wiemy po spotkaniu z Włochami?

Słowa są srebrem, a milczenie złotem. Złotem był też pomeczowy wywiad Roberta Lewandowskiego, który na pytanie dziennikarza na temat pomysłu, który dać miał korzystny rezultat z Włochami został skwitowany kilkusekundową ciszą. Ciszą, która była najlepszą odpowiedzią na temat kompetencji taktycznych obecnego trenera, Jerzego Brzęczka. I to bez wypowiedzenia choćby jednego słowa. Sygnał SOS wysyłany mową ciała. Kąciki ust w przeciwne strony, szukanie odpowiedzi po bokach, ale jednak profesjonalizm - już niedługo Mistrzostwa Europy, ratujcie.



Piłkarsko brakuje nam zarostu. Dojrzałości, spokoju i wyrachowania. Włosi, niczym elegancki garnitur Versace, idealnie skrojony do ciała. Co do milimetra. Płynnie krążąca piłka od nogi do nogi, która przyjmuje podanie w sposób krawata idealnie komponującego się do koloru marynarki. Czysta finezja i estetyzm. Klubowy kolega Piotra Zielińskiego, 163 centymetrowy Lorenzo Insignie z Napoli swoimi umiejętnościami założył szczudła nieosiągalne dla żadnego polskiego obrońcy. Na twarzach piłkarzy zwątpienie w trzy punkty, własne umiejętności i przyjemność płynącą z gry w piłkę.

Pierwotny futbol, bardzo mocno pachnący zaszłością Sowieckiego Sajuza. Kiedy tylko natrafiamy na mocniejszy pressing panaceum na problem ma być laga do przodu wprost ze szkolnego boiska o nieprzyjemnej nawierzchni. A spróbuj zedrzeć sobie na tym kolano. My zdarliśmy, nie tylko to bo Włosi obdarli nas z jakichkolwiek nadziei - nie grając w piłkę nie możesz wygrać piłkarskiego spotkania. Jedzenie surowego mięsa.

Nie oddaliśmy choćby jednego strzału na bramkę. W składzie posiadając obecnie najlepszego piłkarza na świecie. Co z tego, że Arek Reca świetnie wygląda motorycznie, dużo biega i momentami pełno go na prawej stronie, kiedy on najzwyczajniej w świecie nie jest piłkarzem. A z pewnością nie myśli jak człowiek pracujący w zawodzie. Janek Bednarek, uchodzący za świetnie wprowadzającego piłkę w dalsze sektory boiska - wczoraj wyglądał jak gość z jednym guzikiem na kontrolerze, który umożliwia tylko daleki wykop. Kamil Glik w tańcu z melodią przeszłości.

Miliony dzieciaków marzy o życiu piłkarza. Miliony chciałyby zamienić się na choćby jedno spotkanie, by mieć możliwość reprezentowania kraju. A tu na boisku wychodzimy gośćmi, którzy zarabiają miliony, a w gruncie rzeczy to nie są przygotowani do odbycia swojej zmiany w zakładzie pracy. Świat pełen jest paradoksów...

Młodość, to bardziej niewiadoma. Wychodząc środkiem pola - Szymański, Moder, Linetty, Krychowiak przeprowadziliśmy eksperyment, który można porównać do laboratorium szalonego naukowca. Wrzucenie kilku niestałych substancji chemicznych do jednej próbówki i szybka ucieczka za parawan oddzielający bezpieczeństwo od igrania z ogniem. Klasa i włoski sznyt palcem wskazał nasze mleko pod nosem w dominacji środka pola.



Pomyliliśmy odważniki z odwagą. W nogach odważniki, a całą odwagę wchłonął Jacek Góralski, który swój występ po wejściu z ławki w drugiej połowie zakończył po 31 minutach. Baliśmy się grać, jak równy z równy. Piłkarz po otrzymaniu futbolówki ze strony swoich pobratymców otrzymywał również obojętność na proces konstruowania dalszej ofensywnej akcji. Radź sobie sam, a jak zabraknie indywidualnych pomysłów, to... wybij jak najdalej.

Polskiej reprezentacji nie przystoi sposób prezencji, jaki doświadczaliśmy w spotkaniu z Włochami. Na usta ciśnie mi się słowo, które w tym momencie przychodzi do głowy automatycznie - wstyd. Oczami wyobraźni widzę włoską rodzinę, która za stołem suto zakrapianym makaronem tagliatelle, penne i spaghetti zasiadła, by we wspólnej biesiadzie doglądać swoich Azzurrich. Drwiny, kąśliwe komentarze i brak szacunku do tak słabego przeciwnika. Już lepszy jest ten twój sos bolognese wujku Francesco.

Wygrywamy w podróży z Jerzym Brzęczkiem spotkania poboczne, a kiedy dochodzi do najważniejszego egzaminu to zawsze go oblewamy - stylem, wynikiem i ogólnym odczuciem po końcowym gwizdku. Nic z tego nie będzie, a czym prędzej władze PZPNu coś z tym fantem zrobią, tym szybciej będziemy mogli uniknąć schematu, który przykleił się do piłkarzy z Polski na wielkich turniejach.

Mecz otwarcia.
Mecz o wszystko.
Mecz o honor.

💬 Komentarze (0)

Chronione przez reCAPTCHA
Ładowanie komentarzy...

Dopasuj dla mnie

Zaznacz tematy, które Cię interesują. Zapamiętamy wybór tylko na tym urządzeniu.

Wybraliśmy dla Ciebie


Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników serwisu ostrowmaz24.pl.

Komentarze (0)
Opcje

Dostosuj preferencje treści:

Dołącz