Opublikowano

Dlaczego rząd pyta w referendum o migrantów? Pakt migracyjny UE bez tajemnic

15 października odbędą się nie tylko wybory parlamentarne, ale również ogólnokrajowe referendum. Rząd chce w ten sposób zapytać Polaków

15 października odbędą się nie tylko wybory parlamentarne, ale również ogólnokrajowe referendum. Rząd chce w ten sposób zapytać Polaków o projekty dwóch unijnych rozporządzeń tzw. paktu migracyjnego. Czym ten pakt jest i czy rzeczywiście wprowadza przymusową relokację?

Dyskusja o nowych unijnych przepisach migracyjnych toczy się już kilka lat. Pierwsze rozwiązania zastosowano już w 2015 r., gdy wybuchł tzw. kryzys migracyjny związany z wojną domową w Syrii. Teraz państwa Unii Europejskiej chcą wypracować skuteczniejsze metody zarządzania, kontroli i solidarności. W czerwcu 2023 r. udało się im - mimo sprzeciwu Polski i Węgier - przyjąć wspólne stanowisko w sprawie projektów rozporządzeń. Choć to dopiero pierwszy krok i dokumenty nie są wiążące, polski rząd wszczął alarm i postanowił zapytać w referendum o stanowisko obywateli.

- Dla nas decydujący jest zawsze głos zwykłych Polaków. Głos obcych polityków, w tym niemieckich, nie ma żadnego znaczenia. Dlatego w sprawach kluczowych chcemy się odwołać do państwa bezpośrednio w referendum - głosił w specjalnym spocie Jarosław Kaczyński, wicepremier i przewodniczący PiS.

Relokacja nigdy nie była w Unii przymusowa

Rząd straszy Polaków przymusowym, masowym napływem migrantów z Bliskiego Wschodu, podkreślając, że Unia chce, by odbywało się to całkowicie w oderwaniu od decyzji państwa członkowskiego. "Przymusowa relokacja" jest odmieniana przez wszystkie przypadki. Co ciekawe, rzadko wspomina się o tym, że również polskie prawo - ustawa o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terytorium RP - przewiduje relokację. Czym jednak ona jest?

- Ten unijny mechanizm nigdy nie nazywał się "przymusowym", to wymysł polityków i części mediów - wyjaśnia dr Klaudia Gołębiowska, politolożka z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, członkini Centrum Badań Migracyjnych UAM. - Relokacja to specjalny program transferów uchodźców i osób, którym przyznano inną formę ochrony międzynarodowej w ramach państw członkowskich Unii Europejskiej. Czyli osób, które mają uregulowany status pobytowy w państwie UE i są zweryfikowane pod kątem tożsamości oraz autentyczności historii i dowodów będących podstawą do przyznania ochrony międzynarodowej.

Program opiera się na zasadzie solidarności i podziału obowiązków. Chodzi o to, że inne państwa członkowie wspierają te, które mają największy napływ migrantów, przyjmując z ich terytorium do siebie grupę cudzoziemców. Mechanizm nie jest nowy, Polska brała już w nim udział. W 2009 r. 10 państw UE (w tym Polska) relokowało bowiem 250 osób z Malty. Każde państwo przedstawiło warunki przyjęcia cudzoziemców. Polska zaproponowała jedne z najbardziej restrykcyjnych kryteriów, wymagając, aby m.in. osoby relokowane miały mniej niż 45 lat, przyjechały z najbliższą rodziną, posiadały co najmniej podstawowe wykształcenie. Ponadto pierwszeństwo mieli mieć chrześcijanie. Tymczasem najbardziej liczną grupę migrantów stanowili mężczyźni z Somalii, Erytrei, Sudany i Etiopii. W związku z tym w ramach pierwszej edycji programu Polska nie przyjęła ani jednego migranta. Dopiero w 2013 roku przyjechało sześć osób (choć Polska oferowała 50 miejsc) pochodzących z państw Rogu Afryki, Erytrei i Somalii.

- Warto wyraźnie podkreślić, że w programie relokacji mogą brać udział tylko migranci, którzy mają uzasadnione przesłanki, dowody świadczące o ryzykach prześladowania, a ich tożsamość jest dokładnie zweryfikowana (m.in. w ramach procedury przesłuchań i pobrania danych biometrycznych) przez odpowiednie służby - mówi dr Klaudia Gołębiowska. - Państwa biorące udział w relokacji mają kontrolę nad całym mechanizmem i weryfikacją osób potencjalnie relokowanych. Na podstawie ustalonych przesłanek i konsensusu ustalają własne "limity" przyjęcia zweryfikowanych uchodźców. Nie oznacza to, że dokładnie tyle osób zostanie do nich relokowane, bo nie można migrantów do tego zmusić.

Polska mogłaby uzyskać pomoc w ramach nowego paktu

Projektowane nowe przepisy zakładają jeszcze większą decyzyjność państw członkowski w procesie relokacji. Bardzo silny nacisk kładzie się na solidarność.

- Aby odpowiednio zrównoważyć obecny system, w którym kilka państw członkowskich jest odpowiedzialnych za zdecydowaną większość wniosków azylowych, proponuje się nowy mechanizm solidarnościowy: prosty, przewidywalny i praktyczny. Nowe przepisy łączą obowiązkową solidarność z przysługującą państwom członkowskim elastycznością co do rodzaju indywidualnego wkładu - wyjaśniono na stronie internetowej Rady Europejskiej.

Mowa zatem o obowiązkowej solidarności, a nie o przymusowej relokacji. Chodzi o to, by państwa członkowie odpowiadały wspólnie za politykę migracyjną i nawzajem się wspierały. Choć muszą brać udział w programie, to mogą same wybrać sposoby wsparcia. Projektowane rozporządzenie zakłada trzy rozwiązania: relokację, wsparcie finansowe, wsparcie operacyjne.

Najwięcej kontrowersji w Polsce budzi wsparcie finansowe, które przez część polityków jest przedstawiane jako kara. Według przelicznika chodzi o 20 tys. euro za osobę. Tyle że to rząd płacącego kraju proponuje cele, na które pieniądze mają być wydane. Mają wspierać m.in. zarządzanie i ochronę granic, zwalczanie handlu i przemytu ludzi. Z kolei trzeci sposób to pomoc operacyjna, czyli np. wysyłanie personelu i sprzętu na granice UE lub Morze Śródziemne.

- W obliczu wyzwań przyszłości w unijnej wspólnocie musi istnieć solidarność. Inaczej Unia nie przetrwa. Strefa Schengen rozpadnie się bez długofalowych mechanizmów zarządzania migracjami. W tym ujęciu zatem solidarność ma być obowiązkowa, ale opcji solidarności jest wiele - mówi dr Klaudia Gołębiowska.

W projektowanych przepisach znalazła się również wyjątkowa procedura zwolnienia kraju członkowskiego z udziału w mechanizmie solidarnościowym. Dotyczy to państwa "znajdującego się pod presją migracyjną". Polska mogłaby wnioskować o takie zwolnienie z powodu napływu uchodźców z Ukrainy, a także presji migracyjnej na granicy z Białorusią. Z powodu tej ostatniej mogłaby w ogóle być beneficjentem nowego programu solidarnościowego UE i - jak np. Włochy czy Malta - domagać się pomocy na granicy i w weryfikacji migrantów.

Długa droga do wejścia przepisów w życie

W czerwcu ministrowie państw w Radzie UE przyjęli stanowisko negocjacyjne do obu projektów rozporządzeń paktu migracyjnego. Oznacza to na razie tyle, że dokumenty będą dalej procedowane. Najpierw odbędą się negocjacje z Parlamentem Europejskim, który dalej musi projekty przegłosować. A później znów trafią one do Rady w celu zatwierdzenia. Na każdym z tych etapów mogą zostać wypracowane zmiany przepisów. Zwłaszcza, że sytuacja migracyjna jest bardzo dynamiczna. Na wynik negocjacji wpływ może mieć aktualny, masowy napływ ludności afrykańskiej na włoską wyspę Lampedusa, a także afera wizowa w Polsce.

Mimo że przepisy paktu nie są obowiązujące, polski rząd postanowił przeprowadzić w tej sprawie ogólnokrajowe referendum. Wbrew zapowiedziom, nie dotyczy ono jednak tylko relokacji migrantów, bo pytania są cztery. To o migrantów brzmi: Czy popierasz przyjęcie tysięcy nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, zgodnie z przymusowym mechanizmem relokacji narzucanym przez biurokrację europejską?

- To pytanie nie ma odzwierciedlenia w prawie i rzeczywistości. Jego konstrukcja ma charakter propagandowy - uważa dr Klaudia Gołębiowska, politolożka UAM.

Paulina Jęczmionka - Majchrzak

O tym, jak prawidłowo odmówić udziału w referendum przeczytasz tutaj:

https://tulodz.pl/polska-i-swiat/wybory-parlamentarne-polaczone-z-referendum-to-wyborca-decyduje-w-ktorym-glosowaniu-uczestniczy/RIwEdwIwyHb4qKW6m1RV

 

💬 Komentarze (0)

Chronione przez reCAPTCHA
Ładowanie komentarzy...

Dopasuj dla mnie

Zaznacz tematy, które Cię interesują. Zapamiętamy wybór tylko na tym urządzeniu.

Wybraliśmy dla Ciebie


Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników serwisu ostrowmaz24.pl.

Komentarze (0)
Opcje

Dostosuj preferencje treści:

Dołącz