Wczoraj informowaliśmy, że sprawa mandatów trojga radnych Ostrowi Mazowieckiej trafia do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, a rada miasta ma zająć się projektem odpowiedzi na skargę Pawła Pecury. Dziś przyglądamy się temu krok po kroku i odpowiadamy na najważniejsze pytanie: co sąd może zrobić najpierw i gdzie w tej sprawie leży największy problem skargi.
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że WSA od razu będzie badał, czy Roman Betlejewski, Anna Krajewska i Jolanta Kwiatkowska rzeczywiście mieszkają w Ostrowi Mazowieckiej. To właśnie o to toczył się spór polityczny i to ta kwestia wywołała ogromne emocje podczas lutowej sesji rady miasta. Z punktu widzenia postępowania sądowego sprawa jednak wyglądać inaczej. Zanim sąd przejdzie do oceniania dokumentów, wyjaśnień i samego miejsca zamieszkania radnych, najpierw zbada, czy ta skarga w ogóle nadaje się do merytorycznego rozpoznania.
I właśnie to jest dziś najciekawsze. Z projektu odpowiedzi przygotowanego na nadzwyczajną sesję wynika jasno, że rada nie zamierza zaczynać od polemiki z zarzutami dotyczącymi centrum życiowego radnych. Najpierw chce przekonywać sąd, że skarga Pawła Pecury powinna zostać odrzucona z powodu braku interesu prawnego. Dopiero gdyby WSA uznał, że skarga może być rozpoznana, rada chce wnosić o jej oddalenie jako bezzasadnej.
Mówiąc prościej, rada chce najpierw zamknąć sprawę już na progu. To bardzo ważne, bo pokazuje, że pierwszy bój może wcale nie toczyć się o to, kto gdzie mieszka, tylko o to, czy Paweł Pecura w ogóle ma prawo skutecznie zaskarżyć te trzy uchwały w takim trybie.
Cała sprawa dotyczy trzech uchwał z 18 lutego 2026 roku, w których Rada Miasta Ostrów Mazowiecka odmówiła stwierdzenia wygaśnięcia mandatów Romana Betlejewskiego, Anny Krajewskiej i Jolanty Kwiatkowskiej. Wcześniej wniosek w tej sprawie złożył mieszkaniec Ostrowi Mazowieckiej, wskazując na wątpliwości dotyczące tego, czy troje radnych rzeczywiście spełnia warunek zamieszkiwania na terenie miasta. Po przeprowadzeniu postępowania wyjaśniającego rada uznała jednak, że nie ma podstaw do wygaszenia mandatów. Paweł Pecura zaskarżył te uchwały do sądu.
W swojej skardze radny podnosi, że postępowanie wyjaśniające było nierzetelne i niewyczerpujące, że nie wyjaśniono dostatecznie kwestii stałego zamieszkiwania i centrum interesów życiowych, a sama procedura nie spełniała standardów bezstronności i przejrzystości. W skardze pojawiają się też zarzuty dotyczące sposobu działania Komisji Rewizyjnej oraz oceny materiału dowodowego.
Z kolei projekt odpowiedzi przygotowany dla rady pokazuje obraz zupełnie odwrotny. Autorzy projektu przekonują, że uchwały zostały podjęte po wyczerpującym i rzetelnym postępowaniu wyjaśniającym. Wskazują, że zebrano pisemne wyjaśnienia radnych, analizowano dokumenty urzędowe, dane z Centralnego Rejestru Wyborców, materiały dotyczące prowadzenia działalności gospodarczej, korzystania z lokali mieszkalnych oraz opłat za media i innych świadczeń związanych z miejscem zamieszkania. Podkreślono też, że Komisja Rewizyjna analizowała zgromadzony materiał, a wnioskodawca miał możliwość przedstawienia dodatkowych argumentów i dowodów.
Ale zanim sąd w ogóle będzie musiał rozstrzygać, która z tych dwóch wersji jest bliższa prawdy, może pojawić się wcześniejsze pytanie: czy skarżący wykazał naruszenie własnego interesu prawnego albo uprawnienia. To właśnie na tym opiera się dziś linia obrony przygotowana dla rady.
W projekcie odpowiedzi zapisano, że te uchwały dotyczą wyłącznie trzech konkretnych radnych i ich mandatów. Według autorów projektu nie odnoszą się one bezpośrednio do praw ani obowiązków Pawła Pecury. To oznacza, że sam sprzeciw wobec decyzji rady może nie wystarczyć, by sąd zajął się sprawą merytorycznie.
To właśnie tutaj może znajdować się najtrudniejszy punkt całej sprawy. W polityce taki spór można opisać prosto: część radnych uważa, że sprawa została załatwiona źle, więc idzie do sądu. W sądzie to jednak nie jest takie proste. Tam nie wystarczy samo przekonanie, że rada popełniła błąd. Trzeba jeszcze wykazać, że uchwała narusza konkretne prawo lub uprawnienie skarżącego.
Paweł Pecura najwyraźniej zdaje sobie z tego sprawę, bo nie poszedł do sądu sam. Skarga została wniesiona również w imieniu sześciu mieszkańców Ostrowi Mazowieckiej, którzy udzielili mu pisemnych zgód na reprezentowanie ich w postępowaniu. W praktyce chodzi o radnych PiS: Roberta Krajewskiego, Zbigniewa Krycha, Waldemara Pałysa, Ewę Orzechowską, Krzysztofa Laskę i Bogusława Konrada. Wśród podpisanych nie ma natomiast Edwarda Zalewskiego, który jako jedyny radny PiS nie podpisał się pod tą skargą.
Ten element ma znaczenie nie tylko polityczne, ale również procesowe. Skarga nie została zbudowana jako samotny ruch jednego radnego pozostającego w sporze z większością rady. Została pokazana jako wystąpienie oparte także na reprezentowaniu grupy mieszkańców miasta. Można to odczytywać jako próbę wzmocnienia argumentu, że sprawa nie dotyczy wyłącznie indywidualnego konfliktu politycznego, lecz ma szerszy wymiar.
Problem polega jednak na tym, że projekt odpowiedzi rady próbuje podważyć także ten argument. Wskazano w nim, że samo powołanie się na działanie w imieniu mieszkańców nie oznacza jeszcze automatycznie skutecznego wykazania interesu prawnego. Autorzy projektu podnoszą, że mandat radnego nie stanowi indywidualnego prawa mieszkańców w takim znaczeniu, które samo przez się otwierałoby drogę do zaskarżenia uchwały.
To pokazuje, że pierwszy etap tej sprawy może być bardziej formalno-prawny niż polityczny. Zanim WSA zajrzy do sporów o miejsce zamieszkania, najpierw sprawdzi, czy ta skarga w ogóle spełnia warunki, by ją rozpoznawać. Jeżeli sąd uzna, że nie wykazano naruszenia interesu prawnego albo uprawnienia, skarga może zostać odrzucona bez wchodzenia w sam środek sporu o mandaty.
Dopiero jeśli ten próg zostałby pokonany, sprawa weszłaby w drugi etap. Wtedy sąd musiałby ocenić już nie samą dopuszczalność skargi, ale cały mechanizm działania rady: czy postępowanie wyjaśniające było rzeczywiście pełne, czy Komisja Rewizyjna działała prawidłowo, czy materiał dowodowy był wystarczający i czy istniały podstawy do odmowy wygaszenia mandatów.
I tutaj też nie widać prostego rozstrzygnięcia. Z jednej strony skarga opisuje procedurę jako nierzetelną, niepełną i obciążoną poważnymi wątpliwościami. Z drugiej strony projekt odpowiedzi rady bardzo mocno podtrzymuje prawidłowość całego postępowania i odrzuca oczekiwanie prowadzenia wizji lokalnych czy innych działań o charakterze quasi-śledczym, wskazując, że takie czynności nie mają podstawy w przepisach regulujących postępowanie w sprawie wygaśnięcia mandatu radnego.
W tle jest jeszcze jedna ważna sprawa. Projekt odpowiedzi przypomina, że wygaśnięcie mandatu radnego jest rozwiązaniem wyjątkowym, bo ingeruje w bierne prawo wyborcze. To oznacza, że sąd - jeśli w ogóle przejdzie do meritum - będzie poruszał się w materii szczególnie wrażliwej. Tu nie chodzi tylko o wewnętrzny konflikt w radzie miasta, ale o ocenę, czy istniały podstawy do pozbawienia mandatu osób wybranych w wyborach.
Cała ta historia ma więc dziś dwa poziomy. Pierwszy jest formalno-prawny: czy skarga w ogóle przejdzie przez sądowy próg. Drugi jest polityczny: bo w praktyce siedmiu radnych PiS występuje przeciwko stanowisku większości, która 18 lutego obroniła mandaty trojga radnych. To pokazuje, że konflikt w Radzie Miasta Ostrów Mazowiecka nie wygasa, ale wchodzi w jeszcze ostrzejszą fazę.
Najuczciwiej rzecz ujmując, dziś najważniejsze może być nie to, co sąd uzna o samym miejscu zamieszkania radnych, ale to, czy w ogóle zechce wejść w ten spór w tym trybie. I właśnie dlatego pierwszy etap tej sprawy wygląda na najtrudniejszy dla skargi Pawła Pecury. Jeśli jednak ten próg zostanie pokonany, wtedy sprawa zrobi się znacznie poważniejsza, bo sąd będzie musiał wejść już w sam środek politycznej i prawnej awantury, która od tygodni dzieli mieszkańców i radę miasta.
Dopasuj dla mnie
Zaznacz tematy, które Cię interesują. Zapamiętamy wybór tylko na tym urządzeniu.
Informacja: zapisujemy wyłącznie wybór tematów w pamięci przeglądarki (localStorage). Możesz wyłączyć w każdej chwili.
Wybraliśmy dla Ciebie
Mieszkańcy komentują
2 wpisy · Dołącz do rozmowy
Dodając komentarz, akceptujesz regulamin komentowania.
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników serwisu ostrowmaz24.pl.
Chyba nie kruczki prawne są w tej sprawie najważniejsze. Najgorsze jest robienie z Ostrowiaków tzw. balona. Przeciesz większość wie jaka jest prawda i oby nie zapomniano o tej sytuacji przy kolejnych wyborach. Szkoda też osoby która chciała sprawiedliwości w tym mieście i zgłosiła swoje wątpliwości. Podobno ma nieprzyjemności ze strony jedego z tych prawych radnych. Zemsta jest podobno słodka. Dobrze że sprawą zajął się Radny Pecura. Brawo.
Jak to jest, że w tygodniu policja jest kilka razy dziennie w Kiełczewie, a dziś jak jeżdżą ciężarówki ponad 40 ton że żwirem, to ich nie widać. Mają przyzwolenie?