Po tym, jak 5 kwietnia 2026 roku w mediach ukazała się informacja o tragicznym zdarzeniu w Ostrowi Mazowieckiej, w sieci zawrzało. Jedni krytykowali (i krytykują) policję, inni postrzelonego mężczyznę, jeszcze inni... jego byłą żonę.
Przypomnijmy, 5 kwietnia, około godz. 11.00, 51-latek był prowadzony przez policjantów na badanie w szpitalu. W pewnym momencie podjął próbę ucieczki. Za mężczyzną ruszył policjant.
- Mężczyzna nie reagował na polecenie zatrzymania się, w związku z czym funkcjonariusz użył broni służbowej. 51-latek został postrzelony. Mężczyzna został zabrany karetką do szpitala, gdzie pomimo udzielonej pomocy medycznej zmarł - przekazała policja.
Tragedia w Ostrowi Mazowieckiej. Policjant strzelał do uciekającego mężczyzny
Kilka dni później prokuratura poinformowała o pierwszych ustaleniach w śledztwie.
Kim był 51-latek postrzelony podczas ucieczki?
Sprawa budzi emocje i wciąż wywołuje komentarze. Mierzy się z nimi także rodzina zmarłego mężczyzny.
- Treści, jakie pojawiły się w internecie w sposób daleki odbiegają od stanu faktycznego - adwokat Dawid Witusiński w ten sposób odnosi się w zasadzie do jednego fanpage’a, prowadzonego przez przedsiębiorcę, działacza politycznego, znanego z publikowania kontrowersyjnych, często wulgarnych treści bijących zwłaszcza w policję i polityków (w tym konkretnym materiale mowa jest o niszczeniu nieżyjącego dziś 51-latka, czego wedle prowadzącego miała dokonać była żona z pomocą innych osób ze swojego otoczenia). - Skala tej publikacji przełożyła się na ogromną falę negatywnych i agresywnych komentarzy. Także gróźb. Ostrów Mazowiecka to niewielka społeczność, takie działania mają szczególnie dotkliwy charakter i stanowią dla mojej klientki ogromną traumę i realne źródło obaw o bezpieczeństwo własne i najbliższych – mówił prawnik w Kanale Zero, któremu to kanałowi wywiadu udzieliła i była żona nieżyjącego Jacka K.
Kobieta opowiedziała szczegółowo o historii małżeństwa, o rozwodzie i relacjach byłego męża z rodziną. Związek małżeński zawarli w 1998 roku, pozew o rozwód kobieta wniosła w 2015 roku. Trzy lata później państwo K. uzyskali rozwód, w 2019 roku się uprawomocnił (z orzeczeniem o jego winie). Z jej opowieści wyłonił się obraz domowego tyrana.
- Mój mąż nadużywał alkoholu, znęcał się nade mną i nad starszą córką psychicznie i fizycznie – mówiła w wywiadzie. - Dopóki dotyczyło to tylko mnie, znosiłam wszystko, myśląc, że skoro są dzieci, to może mąż się zmieni. Ale kiedy były mąż zaczął znęcać się nad starszą córką uznałam, tak dalej nie może być. W czerwcu 2014 roku zadzwoniłam po raz pierwszy na policję i powiedziałam, że mąż się nad nami znęca. Założona została Niebieska Karta, było dużo interwencji policji. Któregoś dnia będący pod wpływem alkoholu były mąż zepchnął córkę ze schodów. Spadła na półpiętro, miała nerwy uszkodzone w nodze, do dziś ta kończyna nie jest sprawna. Ja dostałam wtedy od niego „z główki”. I wkroczył do akcji prokurator. Były mąż dostał zakaz zbliżania się do mnie i do dzieci na trzy miesiące, musiał opuścić dom. Poprosiłam o przedłużenie tego zakazu, bo córka zdawała wówczas maturę. Nie było go w domu około 5 miesięcy – to jedno z kilku dramatycznych zdarzeń, o których mówiła kobieta. Opowiadała też o swoich ucieczkach z domu, o podejrzeniach o zdradę, o szczegółach rozwodu, o problemach przy podziale majątku. Także o alimentach. Jacek K. był ścigany listem gończym za niepłacenie alimentów.
Jak odebrała informację o śmierci męża?
- Usłyszałam o tym zdarzeniu w mediach, ale uznałam, że niemożliwe, żeby to był mój były mąż. Jednak szybko okazało się, że to chodzi właśnie o niego. Mimo tej całej sytuacji to był jednak mąż i ojciec. Moje dzieci i ja byłyśmy w żałobie. Ale internauci szybko nas otrzeźwili (swoimi komentarzami – red.). Chcę się od tego odciąć - to między innymi mówiła kobieta w wywiadzie.

💬 Komentarze (0)