Opublikowano

Ogromna awantura o śmieci w Ostrowi. Zapadła decyzja w sprawie nowej opłaty

Podczas ostatniej sesji Rady Miasta Ostrów Mazowiecka radni ostro starli się o projekt zmiany sposobu liczenia opłaty śmieciowej w blokach - z

Podczas ostatniej sesji Rady Miasta Ostrów Mazowiecka radni ostro starli się o projekt zmiany sposobu liczenia opłaty śmieciowej w blokach - z "od osoby" na "od wody". W tle pojawiały się przykłady mieszkań z ogromnym zużyciem wody, tysiące osób poza systemem i groźba jeszcze wyższych kar za brak recyklingu. Po długiej, momentami bardzo gorącej dyskusji radni przeszli do głosowania i decyzja w sprawie rozliczania śmieci "od wody" zapadła.

Podczas ostatniej sesji Rady Miasta Ostrów Mazowiecka.

"Wszyscy brudzą, a nie wszyscy płacą”

Wiceburmistrz Jolanta Zadroga na początku dyskusji tłumaczyła radnym, że system śmieciowy w Ostrowi od dawna się nie spina finansowo, a do tego miasto ma bardzo niski poziom recyklingu.

- System obiegu odpadów komunalnych, to jest bardzo trudny temat. Przyglądamy się temu już od dłuższego czasu. Dlaczego chcemy zmienić tą opłatę za gospodarowanie za śmieci nie od osoby, tylko od ilości zużytej wody? Dochody w systemie śmieciowym w 2024 r. to 5,2 mln zł, a wydatki ponad 6,5 mln zł. Kary za nieosiągnięcie wymaganego poziomu recyklingu za 2024 to jest 676 tys. zł, ale już za 2025 ta kara wyniesie 1,1 mln zł. W 2024 r. dołożono prawie 2 miliony zł do systemu gospodarowania odpadami. Natomiast w 2025 r. przewidujemy, że dołożymy 2 miliony 193 tys. zł - mówiła Jolanta Zadroga, wiceburmistrz miasta.

Wiceburmistrz Jolanta Zadroga.

Podkreślała, że z roku na rok rosną zarówno wymagane poziomy recyklingu, jak i kary za ich nieosiągnięcie.

- W 2020 r. wprowadzono poziom obowiązkowego recyklingu. Za 2024 rok to jest 45%, za 2025 to już jest 55% i później już ten obowiązkowy poziom wzrasta już nie tak skokowo. Dlaczego tak się dzieje, że my musimy dołożyć aż takie pieniądze do naszego systemu? Przede wszystkim jest bardzo niski poziom recyklingu. W tej chwili poziom recyklingu naszego miasta to jest niecałe 24 proc - wyliczała Zadroga.

Drugim problemem - jak mówiła - jest "nieszczelność systemu", czyli różnica między liczbą mieszkańców a liczbą osób zgłoszonych do opłaty za śmieci.

- Też nasz system jest nieszczelny i to nie jest bolączka tylko naszego miasta, ale chyba wszystkich miejscowości na terenie całego kraju. W ogóle mamy na dzień dzisiejszy 20.822 mieszkańców, to są dane z naszego rejestru mieszkańców, a według deklaracji mamy 17.545 osób. Czyli wszyscy brudzą, a nie wszyscy płacą. Dlaczego chcemy zmienić ten system? Po to, żeby go uszczelnić przede wszystkim. Żeby nie było takiej sytuacji, że jedna osoba płaci, a sąsiad w bloku wynajmuje mieszkanie, mieszka pięć osób, generują odpady, a nie są zgłoszone te osoby do systemu śmieciowego - mówiła wiceburmistrz.

Żeby pokazać skalę problemu w blokach, Zadroga podała przykłady z jednego budynku - przy bardzo dużym zużyciu wody zgłoszona jest tylko jedna osoba.

- I tak powiem państwu, takie drastyczne przykłady, to są przykłady z jednego tylko bloku, więc tych bloków w Ostrowi mamy dużo. I na przykład jeden lokal. 138 m wody przez cały rok, jedna zgłoszona do śmieci. I to wychodzi nam 11 m na miesiąc na jedną osobę. A przeciętnie jest 2,7 m czy niecałe 3 m. Drugi lokal 130 m zużytej wody. Jedna osoba zgłoszona do systemu śmieciowego. Trzeci w tym samym bloku. Jedna osoba zgłoszona 60 m. Kolejny 110 m - trzy zgłoszone. Następny 136 m - jedna osoba zgłoszona. A tam, gdzie się normalnie płaci, to mamy 2,4, 1,9, 2,2, 2,6, 2,7, 2,8 m. Takie jest przeciętne zużycie wody - wyliczała Zadroga.

"Domy jednorodzinne naprawdę fajnie segregują"

Wiceburmistrz zaznaczyła jednocześnie, że w domach jednorodzinnych sytuacja wygląda inaczej.

- Domy jednorodzinne naprawdę fajnie segregują. Przeprowadziliśmy wiele rozmów na temat segregacji śmieci. Mieszkańcy bloków skarżyli się, że ktoś im podrzuca śmieci, że pojemniki stoją na wolnym powietrzu. Uczuliliśmy, rozmawialiśmy z zarządami wszystkich wspólnot mieszkaniowych, żeby postawili wiaty. Jeżeli będą stały wiaty, nie będzie problemu z podrzucaniem śmieci - mówiła.

Przypomniała też, że miasto ma narzędzia prawne, by podnosić opłatę tym, którzy nie segregują odpadów.

- My mamy jako miasto instrument prawny, żeby zmusić mieszkańców do segregacji śmieci. Segregowanie śmieci jest obowiązkiem, nie przywilejem, tylko obowiązkiem. Jeżeli nie ma tej segregacji, miasto może egzekwować kwotę podwójną, czyli 64 zł od osoby i 24 zł od metra zużytej wody. My nie chcemy tego robić. (...) My nie możemy zarabiać w ogóle na tym systemie obiegu gospodarki odpadami - podkreślała wiceburmistrz.

Zadroga tłumaczyła też, skąd wzięła się stawka 12 zł za 1 m³ wody w blokach i jak dokładnie ma wyglądać rozliczanie mieszkańców.

- I tak, jak jak żeśmy wyliczyli tą stawkę? Bo to pewnie budzi państwa największe kontrowersje. Czyli tak, 32 zł dzieląc na 2,66, to jest takie średnie zużycie wody u nas w Ostrowi przez mieszkańców bloku. I wychodzi nam 12 zł. I teraz tak, jak będziemy to liczyć? Bo to też jest dużo pytań, jak my będziemy to obliczać. Spółdzielnia mieszkaniowa będzie nam dawała wykaz, ile zużyto wody w danym bloku. Tylko to nie będą sczytywane liczniki główne, tylko będą sczytywane liczniki w mieszkaniach. Indywidualne po to, żeby była mniejsza stawka. I teraz tak, będzie zużycie wody w danym lokalu za rok razy 12 zł - tłumaczyła Zadroga.

Zapewniła, że w szczególnych przypadkach (np. awaria instalacji i duży wyciek wody) będzie możliwość korekty.

- Jeżeli zdarzą się sytuacje, że zmniejszy się ilość mieszkańców w ciągu roku, czy będzie jakiś wypływ nadmierny wody, który będzie ze względu na uszkodzenie rury, to my wtedy spółdzielnie mieszkaniowe mogą składać korekty, czyli deklaracje takie korekcyjne, które będą się cofały wstecz. I tak, mieszkańcy płacą według stawek według ilości odczytu za 2025 rok. Na koniec 2026 roku zostaną sczytane zużycie wody jedno indywidualny i wtedy będzie rozliczenie - mówiła wiceburmistrz.

Podkreślała, że nowy sposób rozliczania w blokach ma charakter pilotażowy - miasto chce sprawdzić, jak system zadziała w praktyce i czy nie obciąży nadmiernie mieszkańców.

- To nie jest tak, że my się boimy, bo bardzo dużo zużywaliśmy wody na przykład w 2025 roku i od tego nam naliczą, a żebyśmy wiedzieli, to byśmy zużywali mniej. Nie, po prostu to jest pierwszy rok taki, ale będzie korekta na koniec 2026 roku, jeżeli będą oszczędności. Skąd jeszcze wzięliśmy tą stawkę. Ta stawka nie jest z sufitu. Dostaliśmy taką informację o ilości zużytej wody na poszczególnych blokach. Chciałabym powiedzieć, że jest to system pilotażowy. No bo coś musimy zrobić, bo nie możemy wiecznie dokładać i dokładać z roku na rok coraz więcej po dwa po trzy 3 miliony złotych do tego systemu sieciowego - zaznaczyła Zadroga.

Zapowiedziała też, że jeśli system "od wody" dobrze się sprawdzi w blokach, ratusz rozważy wprowadzenie go także w domach jednorodzinnych.

- Też zdajecie sobie państwo sprawę, że jeżeli ja mam zgłoszonych jedną osobę, tak jak tutaj czytałam, a zużywam 130 m, to znaczy, że tam nie mieszka jedna osoba. Tam mieszka trzy osoby albo cztery osoby. I tak, sąsiedzi wtedy płacą za innych. I zobaczymy jak w tym roku nam to wyjdzie. (...) Jeżeli będzie to dużo więcej, czy mieszkańcy będą się skarżyli, że ta opłata wyszła dużo więcej niż jeżeli by płacili od osoby, to po prostu będziemy to analizować i pochylać się. Też analizujemy wprowadzenie tego systemu w domach jednorodzinnych. Zobaczymy, jak to wyjdzie nam tutaj w tych budynkach wielorodzinnych. Jeżeli system się sprawdzi, to wprowadzimy to w domach jednorodzinnych - podsumowała wiceburmistrz.

„To nie jest system budowany po to, żeby podnieść wam ceny za śmieci”

Burmistrz Hubert Betlejewski odniósł się do tematu od strony tego, co dzieje się z odpadami na wysypisku i jakie koszty generuje brak segregacji. Opowiadał radnym o swojej wizycie na składowisku.

Burmistrz Hubert Betlejewski.

- Ja jeszcze może dodam parę słów. Drodzy państwo, jakiś tydzień temu byłem na wysypisku śmieci tutaj z prezesem gospodarki komunalnej, bo chciałem poznać dokładnie obiekt odpadów w mieście. Ja wam proponuję, radni, żebyśmy takie taką wizytę złożyli wszyscy, bo to się otwierają oczy. Tak jak tutaj pani burmistrz powiedziała, najważniejsza jest segregacja śmieci. I kiedy śmieci trafiają na wysypisko, to w workach są segregowane. Jest taśma, którą zobaczycie, jest taśma, na której pracuje sześciu czy ośmiu pracowników i frakcje są rozkładane i segregowane i generalnie zagospodarowane później czy odsprzedażą czy w inny sposób, żeby niegenerować kosztów - mówił Hubert Betlejewski.

Zwrócił uwagę na tak zwaną "frakcję resztkową", której nie udaje się odzyskać i którą trzeba przekazać dalej do utylizacji.

- Mamy też taką frakcję tak zwaną, którą możemy złożyć na wysypisku śmieci. Ale to też jest bardzo szczegółowo i selektywnie wybierana i ona trafia na wysypisko śmieci. Ale jak państwo jadą przez Lubiejewo, to jak państwo spojrzą się na plac wysypiska śmieci są sprasowane kubiki, takie paczki paczki śmieci. I te śmieci my musimy oddać do firmy, która je zutylizuje albo ewentualnie spali. Tona oddania takiej frakcji to jest 1 tys. zł - tłumaczył burmistrz.

Jak dodał, problem zaczyna się wtedy, gdy mieszkańcy wrzucają wszystko do odpadów zmieszanych - wtedy część surowców przestaje być "segregowana" w rozumieniu przepisów, a gmina płaci wysokie kary.

- Kiedy pojawia się taka frakcja? To też dostałem informację, że jeżeli ludzie wrzucają wszystko i mieszają śmieci, to plastiku, który trafia do zmieszanego kosza, nie można już oddać jako segregowanego. To, że wyrzucamy, każdy z nas może wyrzuca jakieś nieodpowiednie frakcje do tych śmieci zmieszanych, powoduje to, że płacimy ogromne kary. 14 czy 15 mln zł rocznie jako cała gospodarka komunalna - mówił Betlejewski.

Podkreślał, że celem zmian nie jest podwyżka dla samej podwyżki, ale uszczelnienie systemu i sprawiedliwsze rozłożenie kosztów.

- Ja też apeluję, to nie jest system budowany po to, żeby podnieść wam ceny za śmieci. To chodzi o to, żeby wreszcie stało się tak, że jedni nie będziemy płacili za drugich, bo tak jak pani burmistrz powiedziała, tu gdzie ludzie płacą uczciwie, to te zużycia są na poziomie 2,5 do 3 metrów na osobę - mówił burmistrz.

Przywołał też przykład ze swojego domu jednorodzinnego, gdzie - jak twierdzi - średnie zużycie wody na osobę jest zbliżone do tego, co miasto przyjęło do wyliczeń.

- Na swoim przykładzie zrobiłem odczyt u siebie w domu, w domu jednorodzinnym, gdzie mam tylko jeden licznik, gdzie podlewam trawę, gdzie podlewam kwiaty. Odczyt z około 19 lat, bo tyle lat mieszkam. Przy naszej rodzinie pięcioosobowej przez te 19 lat, średnia zużyta, w tym podlewanie ogródka jakiegoś, kwiatów i podlewanie trawy, wyszło mi 2,70 m - mówił Betlejewski.

Na koniec ostrzegł, że jeśli miasto nie zareaguje teraz, opłaty i tak pójdą mocno w górę przy kolejnych przetargach na odbiór odpadów.

- Zobaczymy, jeżeli to się sprawdzi w blokach i rzeczywiście będzie racjonalne, wtedy wtedy zastanówmy się nad wprowadzeniem takiego systemu. Jeżeli nie zareagujemy, to te stawki i tak pójdą dwa, trzy razy do góry, bo jeżeli koszty nam przedstawi odbiorca śmieci, który będzie obsługiwał miasto. Trzeba będzie podzielić pomiędzy mieszkańców i stawka rzeczywiście z 32 zł na osobę wzrośnie do 50 czy 60 zł - podsumował burmistrz.

"Ile jest takich właśnie niezgodności?"

Wiceprzewodniczący Rady Miasta Michał Kacprzak dopytywał, czy miasto ma twardsze dane o skali nieprawidłowości w blokach. Zwrócił uwagę, że podane przez wiceburmistrz przykłady mogą wyglądać na jednostkowe, a radni powinni wiedzieć, jak często dochodzi do takich sytuacji.

Wiceprzewodniczący Michał Kacprzak.

- Pani wiceburmistrz mówiła, że są mieszkania, gdzie jest zadeklarowana w deklaracji jedna osoba, a zużycie na przykład na miesiąc czasu jest 13, 15 bądź 20 m. No wtedy jest to ewidentne wskazanie, że mieszka tam nie tylko jedna osoba, ale i więcej. Ale chciałem zapytać, czy ma pani takie dane, bo to też myślę, że powinno być istotne, bo ktoś może pomyśleć, że są to dane takie jednostkowe. Natomiast czy ma pani wykaz na przykład procentowo, jak to wygląda, ile jest takich właśnie niezgodności, tak delikatnie mówiąc, niezgodności, czy takie takie precyzyjne dane albo chociaż zbliżone, żebyśmy mogli na przykład stwierdzić, że rzeczywiście w tych wspólnotach i spółdzielniach wielorodzinnych nie zawsze albo albo można powiedzieć, że jest to nagminne i trzeba właśnie coś z tym zrobić - pytał Michał Kacprzak.

Wiceburmistrz przyznała, że pełnych statystyk jeszcze nie ma, bo spółdzielnie nie muszą dziś przekazywać takich zestawień do urzędu. Podkreśliła jednak, że nawet na podstawie cząstkowych danych widać, że skala problemu nie jest marginalna.

- Takich danych statystycznych nie mam, dlatego, że spółdzielnie mieszkaniowe nie mają obowiązku nam na razie podawania takich danych, ale też mam takie cząstkowe tylko kilka bloków i to w każdym bloku jest trzy, cztery, pięć mieszkań. To jest tak w każdym bloku 10% to lekko albo nawet więcej - odpowiadała Jolanta Zadroga.

„Suma jest kosmiczna”

Radny Krzysztof Laska zwrócił uwagę, że problem ze śmieciami nie pojawił się nagle, ale ciągnie się od lat. Zaskoczył go jednak gwałtowny wzrost kar za brak wymaganego poziomu recyklingu.

Radny Krzysztof Laska.

- Problem jest od lat. Ja chciałem spytać, co się wydarzyło w ciągu zaledwie roku, że poziom odzysku, czyli recyklingu tak straszliwie skoczył. Ja rozumiem, że procent wzrósł, ale to nieproporcjonalnie jest wzrost, że z 670 tysięcy zł na prawie 2 miliony, czyli to jest 200%. Biorąc pod uwagę, że wzrósł poziom recyklingu, zwiększył się chyba o 10%, no ale to suma jest kosmiczna - mówił radny Laska.

Pytał też o zaległości mieszkańców w opłatach za wywóz śmieci i o to, kto odpowiada za porządek przy tzw. "gniazdach" na odpady w blokach.

- Chciałem zapytać, jaki jest poziom zaległości, jeśli chodzi o zapłatę za wywóz nieczystości i następna rzecz, czyli do dzisiaj mamy sytuację taką, że za te miejsca, te gniazda, tak zwane zbiórki odpadów nie odpowiada spółdzielnia, tylko odpowiada właściciel pojemników, czyli miasto. Wydaje mi się, że to jest tutaj temat do przepracowania, bo na oko widać, że poziom segregacji drastycznie się pogorszył. I co z tym fantem zrobić, żeby rozmawiać ze wspólnotami, ze spółdzielniami, że to nie jest problem tylko miasta, ale również mieszkańców, ale żeby było lżej, no to muszą współpracować z miastem, żeby te miejsca ktoś kontrolował. W związku z tym nie leży w interesie miasta większa mobilizacja do współpracy ze wszystkimi odpowiedzialnymi, żeby ten stan rzeczy zmieniać, bo sytuacja się pogarsza - pytał Laska.

W odpowiedzi wiceburmistrz Jolanta Zadroga wyjaśniała, że sam poziom recyklingu w Ostrowi nie spadł, ale to ustawowe wymagania skoczyły w górę - i to generuje coraz wyższe kary.

- Poziom recyklingu w mieście on nie spadł. On jest taki niecałe 24%. Ale wzrósł poziom nakładany ustawą. On drastycznie wskakuje o 10 punktów procentowych. To jest ustawa i ta zmiana weszła w 2020 roku. No i niestety są za to kary. Przeliczyliśmy tutaj kary na obowiązujące stawki, ale te stawki jeszcze mogą wzrosnąć, bo to jest kwota za oddanie tych śmieci do tak zwanego dołka. To jest tak wyliczone i ta kwota tej kary jeszcze może wzrosnąć - tłumaczyła Zadroga.

Mówiła też o rozmowach ze spółdzielniami mieszkaniowymi i o tym, że miasto od lat namawia je do stawiania zamykanych wiat śmietnikowych.

- Rozmawiamy ze spółdzielniami. Mieliśmy już tu szereg rozmów z zarządami spółdzielni mieszkaniowych. Spółdzielnie są oporne, żeby postawić wiatki. Rozumiem, że to jest koszt, ale na to było kilka lat. Pojemnik jest naszą własnością jako miasta. Natomiast już zorganizowanie tego to już leży po stronie spółdzielni mieszkaniowej. Czyli spółdzielnia mieszkaniowa powinna tak zorganizować, żeby nie było problemu - mówiła wiceburmistrz.

Podkreślała, że niska jakość segregacji i mieszanie bioodpadów z innymi śmieciami "dobija" cały system i powoduje najwyższe koszty.

- Zdajemy sobie sprawę, że ludzie, którzy prowadzą działalność gospodarczą, a na przykład nie podpisują umowy na wywóz tych śmieci, to podrzucają śmieci pod wspólnoty mieszkaniowe. Ale myślę, że ta wiatka, jakby była postawiona na dwa bloki, zamknięta, to już by było wiadomo, że mieszkańcy tego czy tego bloku nie segregują odpadów i wtedy może te osoby byłyby pilnowały siebie nawzajem. Nas zabija niski poziom recyklingu. Będziemy prowadzili też jeszcze edukację, bo na to się też skarżyli szczególnie seniorzy, którzy nie wiedzą, jak mają segregować śmieci. (...) Nie wolno wyrzucać bio zmieszanych z tymi, które mogą iść do odzysku. To jest największa zbrodnia, bo to już do plastiku czy tego papieru nie odzyskamy - podkreślała Zadroga.

Do mieszkańców zwrócił się też burmistrz Hubert Betlejewski z apelem o zwykłe, codzienne nawyki przy wyrzucaniu śmieci.

- Drodzy mieszkańcy, weźmy się po prostu za segregację, bo to w naszym interesie, może doprowadźmy do tego, bo to jest problem dla wszystkich, bo to nie tyczy się tylko pojedynczych osób. Spróbujmy zacząć segregować. Rzeczywiście my tutaj akurat już spróbujemy wyjść z edukacją do was, żebyście wiedzieli, jak to robić - mówił burmistrz.

Przyznał, że sam w domu ma kilka pojemników na różne frakcje odpadów, co bywa uciążliwe, ale - jak przekonywał - bez tego nie da się obniżyć kosztów.

- Ja też mam prośbę, pilnujmy się nawzajem, bo to tak się odbywa w dużych miastach. Ja też parę razy tłumaczyłem, że w Warszawie jak idę wyrzucić śmieci, to zawsze mam pytanie, skąd pan jest i czy pan posegregował śmieci. To naprawdę jest w naszym interesie, a zwykłymi takimi normalnymi nawykami, tak? No bo podzielić śmieci na trzy frakcje czy na cztery, tak? To na pewno jest problem, bo ja sam wiem, jak mam u siebie w domu, w kuchni postawione cztery duże pojemniki, plus piąty na zmieszany. To generuje problemy, ale my musimy zacząć to robić dla dobra i dla nas, i dla naszych kieszeni, ale też i dla środowiska. Zadbajmy o to - apelował Betlejewski.

Na koniec zapewnił, że celem zmian nie jest "dokręcanie śruby", tylko zatrzymanie dalszego wzrostu kosztów.

- Wcale nie musi być w przyszłości drożej. Tu nie chodzi o to, żeby państwa docisnąć jeszcze większymi kosztami, tu chodzi o to, żeby nie generować większych kosztów jeszcze na przyszłość - podsumował burmistrz.

„Urząd i my jesteśmy za bardzo liberalni”

Radny Krzysztof Laska wrócił jeszcze do kwestii porządku przy śmietnikach i odpowiedzialności wspólnot oraz spółdzielni. Jego zdaniem miasto jest w tej sprawie zbyt pobłażliwe.

- Zadałem pytanie, kto odpowiada za pojemniki, kto odpowiada za miejsce. Myślę, że w tej kwestii urząd i my jesteśmy za bardzo liberalni, no bo jeśli dochodzi do takich sytuacji, że rzeczywiście w tych zbiornikach znajduje się wszystko, a często i obok, czyli jaki ma urząd problem z tym, żeby uznać, że to miejsce nie jest prawidłowo prowadzone i żądać od zarządu wspólnot, zarządu spółdzielni tej sprawy, że tak powiem, w procesie administracyjnym, bo inaczej po prostu oni tego nie zrobią - mówił Laska.

Proponował, by traktować zaniedbane altany śmietnikowe jak zagrożenie sanitarne i wprost wzywać zarządy do uporządkowania terenu w określonym terminie.

- Jaki to problem jest dla kontroli, pojechać i spisać protokół, że to miejsce nie jest odpowiednio prowadzone. Jest dostęp osób trzecich, postronnych i jest bałagan wokół zbiorników. Proszę z tym zrobić porządek w takim i takim terminie, tak jak to w zakładach pracy, czyli w firmach Sanepid zaleca. Masz dwa, trzy tygodnie na zlikwidowanie zagrożenia sanitarnego czy innego. Bo my powinniśmy to traktować jako zagrożenie sanitarne. To jest obok domów, obok okien, obok placów zabaw i tak dalej - podkreślał radny.

Burmistrz Hubert Betlejewski przyznał, że problem jest realny, ale zwrócił uwagę na ograniczenia prawne - dziś trudno ukarać kogoś za to, że podrzuca śmieci do cudzego śmietnika.

- Nie mamy narzędzi w tej chwili do tego, że jeżeli ktoś stawia śmieci obok kontenera ze śmieciami, my nie jesteśmy w stanie go ukarać, bo wiem, że trafili do mnie mieszkańcy, którzy skarżyli się na to, że zrobili zdjęcia ludziom, którzy podwożą te śmieci do śmietników. Były interwencje policji, policja nie może ukarać, bo te śmieci trafiają w miejsce do składowania - mówił burmistrz.

Zgodził się jednak z Laską, że kluczowe jest zadbanie o same miejsca gromadzenia odpadów i ich zamknięcie przed osobami z zewnątrz.

- I tak radny Laska rację oczywiście, ja to się zgodzę na 100%, że przede wszystkim trzeba zadbać o miejsce składowania śmieci. Chyba rzeczywiście trzeba i my to robimy. Apeluję do wspólnot, żeby takie miejsca pozamykać, wtedy będą mieli mieszkańcy kontrolę nad tym. Jeżeli będą nie segregowali, to będą płacili tylko za to, że sami nie segregują, a nie będą odpowiadali za obcych ludzi i o to w tym wszystkim chodzi - podkreślał Betlejewski.

Dodał, że miasto obserwuje programy dotacyjne, które mogłyby pomóc w budowie zamykanych altan śmietnikowych, ale na razie nie ma odpowiedniego wsparcia.

- Ja też nie wiem, może cały czas obserwujemy rynek dotacji, który pozwoliłby sfinansować takie kojce na śmieci. Ale w tej chwili chyba nie ma takiego programu - stwierdził burmistrz.

Zapowiedział, że jeśli poprawi się poziom segregacji, w przyszłości możliwe byłoby nawet obniżenie opłat - ale jeśli nic się nie zmieni, mieszkańców może czekać skokowy wzrost stawek.

- Więc zróbmy wszystko razem, żeby zacząć segregować. Jeżeli zaczniemy segregować, te procenty nam się podniosą, to może przyjdzie taka sytuacja, że będzie nas stać na obniżenie ceny dla odbiorcy ostatecznego do 19 zł jak w Ciechanowie, bo to w tą stronę idziemy. Musimy coś zrobić, bo jeżeli nie zrobimy, to mieszkańcy za dwa trzy lata będą płacili dwa trzy razy więcej niż w tej chwili. Nie będzie 32 zł, tylko 90 zł na przykład, bo to w tą stronę podąża. Musimy zareagować. Wiem, że to jest ciężkie i ciężko się nowych nawyków nauczyć, ale chyba musimy zrozumieć, że trzeba to zrobić. Dla swojego dobra - podsumował Betlejewski.

"Żeście powinni wypracować już w tym społeczeństwie tą kulturę tej segregacji przez 27 lat"

Do tej ostrej wymiany zdań dołączyli też kolejni radni. Roman Betlejewski zwrócił uwagę, że oprócz niskiego poziomu recyklingu miasto ma jeszcze inny problem - kilka tysięcy osób w ogóle nie płaci za śmieci.

Radny Roman Betlejewski.

- Trzeba poprawić recykling to raz. I jest 5000 osób, które w ogóle nie płacą za odpady. Trzeba wyłuskać te osoby, to da 1,5 mln zł. Panie Laska, no pan tu tyle jest w tej radzie, że żeście powinni wypracować już w tym społeczeństwie tą kulturę tej segregacji przez 27 lat - mówił radny Roman Betlejewski.

"Czy miasto ma inne instrumenty, żeby zmusić spółdzielnie mieszkaniowe do segregowania odpadów?"

Radny Sebastian Pęksa dopytywał z kolei, czy miasto nie powinno mocniej "przycisnąć" spółdzielni i wspólnot, skoro w kontenerach zmieszanych widać wszystko, a nie tylko odpady niesegregowane.

Radny Sebastian Pęksa.

- Odnośnie segregacji chciałem zapytać, czy miasto ma inne instrumenty, żeby zmusić  bloki wielorodzinne, spółdzielnie mieszkaniowe do segregowania tych odpadów, no bo ewidentnie nie segregują tych odpadów. W tych kontenerach zmieszanych jest wszystko i czy można by było wydać decyzję administracyjną i obciążyć tych państwa stawką podwójną odnośnie odpadów niesegregowanych - pytał Sebastian Pęksa.

Wiceburmistrz Jolanta Zadroga potwierdziła, że prawo pozwala na naliczanie dwukrotnie wyższej stawki, ale - jak podkreśliła - miasto na razie z tego nie korzysta, stawiając na rozmowę i edukację.

- Tak, miasto ma instrument, tak jak już wcześniej mówiłam, możemy naliczyć kwotę dwa razy taką, czyli podwójną stawkę. Nie korzystaliśmy i nie chcemy korzystać. Przede wszystkim edukacja, edukacja, rozmowa z mieszkańcami. Dopiero zaczęliśmy. Rozmawiamy z mieszkańcami, rozmawiamy ze wspólnotami, zarządami. Może nam się uda wypracować jakiś konsensus, żeby to jakoś poszło w dobrą stronę - odpowiadała Zadroga.

"Idziemy drogą, która w wielu miastach się nie sprawdziła"

Radny Waldemar Pałys zwrócił uwagę, że temat śmieci od lat wywołuje awantury na sesjach i ostrzegł, że Ostrów idzie drogą, która w wielu miastach się nie sprawdziła.

Radny Waldemar Pałys.

- Dyskusja jak zwykle przy śmieciach burzliwa. I ja bym się zgadzam się z tą tezą, że należy ten problem rozwiązać i właśnie do niego przyłożyć tak jak należy, tylko widzę, że idziemy drogą, która w wielu miastach się nie sprawdziła z różnych tam względów - mówił Waldemar Pałys.

Krytykował też to, że pilotaż wprowadzany jest tylko w blokach, jakby to właśnie ich mieszkańcy byli głównym problemem.

- A poza tym dwa wybieramy również ścieżkę z założeniem, że oto mamy cały pakiet uczciwych ludzi w mieście i drugi pakiet zupełnie nieuczciwych ludzi w mieście. Ja to nie bardzo rozumiem. Skoro mamy już też przyjmiemy program, że to jest program pilotażowy z założeniem właśnie, że jednak to mieszkańcy osiedli, mieszkańcy bloków są główną przyczyną tego, że wszyscy uczciwi pozostali płacą za nich. Nie chcę używać mocnych słów, ale takie bardzo nieeleganckie traktowanie swoich sąsiadów. Często wujka, stryjka, mamę. Zastanówmy się co robimy - mówił radny.

Pałys przekonywał, że zamiast zmieniać system tylko w części miasta, najpierw trzeba postawić zamykane wiaty śmietnikowe, a jeśli już robić pilotaż - to w sposób bardziej zrównoważony.

- Jeżeli mamy możliwość ukarania tych osób, które nie segregują śmieci, no to zróbmy to. Przed chwilą pani burmistrz to powiedziała. Więc, to jest pierwszy problem. Drugi sprawa wiat rozwiązuje problem co najmniej w 80 procentach, co najmniej. Powinniśmy iść w tę stronę. Może miasto powinno zacząć może od tego, że przy swoich zasobach komunalnych, miejskich nowych powinna takie wiaty wybudować. To jest 13 tys. zł, to wcale nie jest pieniądz, którego nie możemy udźwignąć. Jeżeli mamy wprowadzać pilotażowo ten program, to jednak wolałbym, żeby on był dla całego miasta od razu. Albo pilotażowo. Jedna ulica domków jednorodzinnych i ulica z osiedla. Przyjedziemy się przed pół roku, jak to funkcjonuje. Więc to w ten sposób można zrobić, ale to, jak jest to proponowane, według mnie to jest po prostu bardzo nieelegancko - ocenił Pałys.

Burmistrz Hubert Betlejewski częściowo przyznał mu rację - szczególnie w sprawie wiat - ale jasno powiedział, że nie zamierza udawać, że problem "niewidzialnych" mieszkańców w systemie nie istnieje.

- Przyznam, panie radny, panu rację, że przede wszystkim ja też uważam, że główną rzeczą jaką musimy zrobić to te wiaty na śmieci zamykane bez dostępu obcych ludzi, ale z drugiej strony też nie możemy dać wykorzystywać, bo ludzie, którzy nie istnieją w systemie są nieuczciwi. No trzeba to jasno powiedzieć. No bo jeżeli ktoś, ktoś płaci, nie wiem, ma pięcioosobową rodzinę i płaci tak jak trzeba, a ktoś nie płaci, to dla mnie to jest nieuczciwość. No proste rzeczy - mówił burmistrz Betlejewski.

Wyjaśniał, że w domach jednorodzinnych sytuacja jest inna niż w blokach - śmieci widać "po adresie", więc mieszkańcy bardziej pilnują segregacji, ale problem pojawia się, gdy domy są wynajmowane wielu osobom, a w deklaracji widnieje tylko jedna.

- Co do domków jednorodzinnych, dlaczego my do tego tak nie podeszliśmy? Domy są zindywidualizowane. Jeżeli jedzie samochód gospodarki komunalnej i zbiera śmieci, to on dokładnie widzi, czy dana posesja segreguje czy nie segreguje i ludzie, którzy, z którymi rozmawiałem z gospodarki komunalnej, twierdzą, że ludzie w domkach jednorodzinnych boją się tego, że zostaną namierzeni i dlatego segregują. Uwierzą mi państwo, że to widać. Przyjrzymy się, bo dostaliśmy informację, domy jednorodzinny są wynajmowane, mieszka po 10-15 osób i to jest niesprawiedliwe, że płaci się za jedną osobę z takiego domu, a korzysta czy oddaje śmieci 15 osób. Przecież te osoby wynajmujące po prostu muszą zapłacić za to, no bo to tak wygląda. No to jest chyba normalne - mówił burmistrz.

Podkreślił, że nie chodzi o dzielenie ludzi na lepszych i gorszych, tylko o prosty podział na tych, którzy płacą zgodnie z zasadami i tych, którzy tego nie robią.

- Dlatego ja nie wiem, czy my tu dzielimy kogoś na lepszych, gorszych. Nie. Dzielimy ludzi, którzy płacą uczciwie za odbiór śmieci i tych, którzy nie płacą i to jest dla mnie po prostu nieuczciwe. No wobec tych, którzy płacą. To chyba jest dla mnie normalne - dodał Betlejewski.

Wiceburmistrz Jolanta Zadroga odniosła się natomiast do pomysłu karania spółdzielni i wspólnot podwójną stawką. Tłumaczyła, że w praktyce oznaczałoby to ukaranie wszystkich mieszkańców bloku - także tych, którzy segregują.

- Jeżeli ukażemy spółdzielnię mieszkaniową to wszystkich mieszkańców i tych, co segregują i tych, co nie segregują, bo my nie mamy możliwości stwierdzić, że to Kowalski segreguje, a Nowak już nie segreguje i ukarać tylko Nowaka, a nie Kowalskiego. Dlatego my nie chcemy tego robić, bo musielibyśmy ukarać wszystkie osoby mieszkające w bloku. To nie jest tak, że my nieuczciwie do tego podchodzimy - mówiła Zadroga.

Wyjaśniła też, dlaczego na razie nowy system "od wody" dotyczy tylko bloków, a nie domów jednorodzinnych.

- Też w domach jednorodzinnych, z tego co się zorientowaliśmy, nie wszyscy mają tak zwane podliczniki na wodę, których podlewają ogródki. Też musimy dać im troszeczkę czasu, żeby te podliczniki pozakładali. I wtedy tak, rozważamy też wprowadzenie tej opłaty od wody dla mieszkańców domów jednorodzinnych - tłumaczyła.

Zaznaczyła przy tym, że z punktu widzenia mieszkańców domów jednorodzinnych obecna sytuacja też może być odbierana jako niesprawiedliwa - bo oni segregują, a z bloków wciąż odbierane są duże ilości odpadów zmieszanych.

- Tu możemy się przerzucać kto za kogo płaci, a też jeżeli jest wysoki poziom segregacji w domach jednorodzinnych, a naprawdę jest wysoki poziom segregacji, no to wtedy, jeżeli my odbieramy nieposegregowane z bloków, no to też tak mieszkańcy domów jednorodzinnych mogliby powiedzieć: my płacimy, segregujemy, obniżamy te koszty, a w blokach tego się nie robi. Ale też rozważamy i jeżeli ten pilotaż nam wyjdzie i będziemy zadowoleni, to też rozważamy wprowadzenie w domach jednorodzinnych - podsumowała wiceburmistrz.

"Oni powinni mieć już dawno te wiaty postawione"

Radna Małgorzata Bartkiewicz zwróciła uwagę, że temat segregacji śmieci nie jest nowy i wspólnoty mieszkaniowe miały już czas, żeby przygotować się chociażby przez budowę wiat śmietnikowych.

Radna Małgorzata Bartkiewicz.

- Segregacja odpadów to już trwa kilka lat, tak? I mieszkańcy powinni się przyzwyczaić do tego, a zwłaszcza ja mówię o wspólnotach, oni powinni mieć już dawno te wiaty postawione. Ja tak wspomnę, w innych miastach mają wiaty, segregują i jeżeli ci co odbierają śmieci zobaczą, że odpady są niesegregowane, to jest wspólna odpowiedzialność, że przechodzi na wszystkie niesegregowane. I z tego tytułu płacą wszyscy mieszkańcy. Takie są sytuacje, a później są płacze. No ale takie sytuacje się zdarzają. I tutaj ja się dziwię, że wspólnoty właśnie nie postawiły tych wiat, bo to zupełnie by była inna sytuacja - mówiła Małgorzata Bartkiewicz.

"Sobie kiedyś gdzieś tam w Polsce wymyślił, że tak ma być"

Do wątpliwości wrócił też radny Waldemar Pałys. Tym razem skupił się na samym pomyśle powiązania opłaty za śmieci z ilością zużytej wody. Podkreślał, że według niego te dwie rzeczy nie zawsze idą w parze.

- Ja w dalszym ciągu jednak mimo wszystko nie do końca ten związek zużycia wody z zużyciem ilości śmieci rozumiem. Naprawdę można zużywać mniej śmieci, a więcej wody i więcej śmieci i mniej wody. To nie do końca idzie w parze, jednak mimo wszystko - mówił Pałys.

Zwrócił też uwagę na różne struktury rodzin - dzieci, osoby starsze, osoby wymagające opieki - które inaczej korzystają z wody i inaczej produkują odpady.

- Poza tym struktura rodziny jest czasami inna. Są dzieci, są ludzie starsi, są ludzie, którzy wymagają opieki, inaczej generują odpady, inaczej korzystają z wody. Sobie kiedyś gdzieś tam w Polsce wymyślił, że tak ma być. Poszło to w eter, poszło to w publicystykę i tak ma być. I teraz cała Polska się nad tym głowi i zastanawia, dlaczego akurat tak ma być. Bo właśnie nie mamy narzędzi do tego, żeby jednak pilnować segregacji, pilnować odpowiedniego wyrzucania tych śmieci - mówił radny.

Na te argumenty odpowiedziała wiceburmistrz Jolanta Zadroga. Przyznała, że częściowo zgadza się z tą oceną - i że tak naprawdę każdy możliwy system naliczania opłaty będzie dla kogoś "niesprawiedliwy".

- Panie radny, ja się po części z pana wypowiedzią zgadzam. Nie mamy żadnych instrumentów prawnych, żeby sprawdzić to, jak segreguje i zmusić go, ile osób zamieszkuje na danej posesji. Każdy system, jaki byśmy wybrali, nie jest sprawiedliwy. Żaden, czy od wody, czy od osoby, czy od metrażu - mówiła Zadroga.

Podała przykład mieszkanki, która płaci "od osoby", ale większość dnia spędza poza domem.

- Dlatego, że od osoby, też ja miałam takie telefony, dzwoniła do mnie na przykład mama z trójką dzieci, mówi tak: "Pani burmistrz, ja płacę za trzy osoby, praktycznie tylko przychodzę spać do domu, a muszę zapłacić za trzy osoby" - relacjonowała.

Podkreśliła, że różne rodziny generują różną ilość śmieci, niezależnie od tego, czy opłata jest liczona od osób czy od wody.

- Słusznie pan zauważył, że każda struktura rodziny jest inna, czy generuje mniej śmieci, więcej śmieci. Tam, gdzie są małe dzieci, jest więcej tych śmieci. Tam, gdzie są osoby starsze, jest mniej tych śmieci. Ale czy będą osoby płacić od wody, czy będą płacić od osoby? To powiem tak uczciwie, no żaden system nie jest taki do końca stuprocentowy sprawiedliwy - podsumowała wiceburmistrz.

"My zaliczkowo płacimy więcej, to co w takiej sytuacji?"

Radna Jolanta Kwiatkowska zwróciła uwagę na jeszcze jeden praktyczny problem - co z rozliczaniem opłaty śmieciowej tam, gdzie mieszkańcy płacą za wodę zaliczkowo, a dopiero po pół roku lub roku mają wyrównanie z licznika.

Radna Jolanta Kwiatkowska.

- Bywają wspólnoty, gdzie ludzie płacą zaliczkowo za wodę w okresach półrocznych. Na koniec roku mają podliczone z licznika i mają zwrot. I padło pytanie, to jeżeli my zaliczkowo płacimy więcej, na koniec roku wychodzi nam mniej, to co w takiej sytuacji? - pytała radna Jolanta Kwiatkowska.

Wiceburmistrz Jolanta Zadroga wyjaśniła, że w takim przypadku opłata śmieciowa w trakcie roku też będzie miała charakter zaliczek, a po rocznym rozliczeniu wody spółdzielnia będzie mogła złożyć korektę.

- To będzie wyglądało, że mieszkańcy będą płacili tak zwane zaliczki, a później na końcu roku będzie rozliczenie. Ustawodawca przewidział w tym przypadku, że będzie mogła spółdzielnia mieszkaniowa wystawić deklarację korekcyjną wstecz i wtedy będzie rozliczenie mieszkańców, czyli płacimy zaliczki, że zużyliśmy tyle i tyle wody i płacimy zaliczkę, a później na koniec roku będzie rozliczenie - tłumaczyła Jolanta Zadroga.

"System kaucyjny może nam podnieść kwoty za jakie będą wystawione przetargi"

Radny Zbigniew Krych dopytywał, czy miasto powoła specjalną komisję, która będzie kontrolować pojemniki, szczególnie w dużych spółdzielniach.

Radny Zbigniew Krych.

- Ja chciałem się zapytać, czy jednak jest zamierzone powołanie komisji z miasta, która będzie chodziła głównie w dużych spółdzielniach, ale nie tylko we spółdzielniach, sprawdzać te pojemniki? - pytał Krych.

Wiceburmistrz odpowiedziała, że na razie nie ma mowy o dodatkowej komisji - kontrole odbywają się w bieżącej pracy urzędu.

- Jeżeli chodzi o tą komisję, to nie powołujemy komisji. Ja sama pełnię tą zaszczytną funkcję i jeżdżę osobiście, sprawdzam też z pracownikami. No jak mamy chwilę czasu, to jeździmy - mówiła Jolanta Zadroga.

Krych zwrócił też uwagę, że w jego rozmowach z mieszkańcami pojawiało się oczekiwanie, by system "od wody" obowiązywał zarówno w blokach, jak i w domach.

- Jeśli się rozchodzi o system płacenia, to według mnie z tymi ludźmi, co ja rozmawiałem z kilkoma osobami w mieście, to wszyscy mówili, że powinna być opłata za wodę w blokach i w budynkach jednorodzinnych. Byłoby to bardziej sprawiedliwe, choć na pewno nie będzie to do końca sprawiedliwe, bo nie ma tego systemu, który byłby całkowicie sprawiedliwy - mówił radny.

Na koniec pojawił się jeszcze wątek systemu kaucyjnego na butelki.

- I chcę jeszcze powiedzieć, że ten system segregacji, system odzysku na pewno zmieni się, jak wejdzie na dobre skup butelek, skup butelek plastikowych - zauważył Krych.

Zadroga odpowiedziała, że system kaucyjny faktycznie może poprawić poziom recyklingu, ale... może też podnieść koszty przetargów, bo firmy odbierające śmieci stracą źródło przychodu.

- Ten system kaucyjny tak zwany on powinien wejść do poziomu recyklingu, ale z drugiej strony może nam podnieść kwoty za jakie będą wystawione przetargi. Dlatego, że firmy odbierające już nie będą miały tych butelek w swoich zasobach, a na tym zarabiają. A już nie będą miały na czym zarabiać, więc boimy się, że to jeszcze podniesie nam koszty odbioru śmieci z przetargu - tłumaczyła wiceburmistrz.

Co to w praktyce oznacza dla mieszkańców?
Od 1 stycznia 2026 roku w domach jednorodzinnych opłata za śmieci nadal będzie liczona od osoby - 32 zł miesięcznie przy segregacji i 64 zł przy braku segregacji, z 10-procentową zniżką dla tych, którzy mają kompostownik i kompostują bioodpady.

W blokach i innych budynkach wielolokalowych system zmieni się diametralnie - opłata będzie liczona od ilości zużytej wody w lokalu: 12 zł za 1 m³ przy segregacji i 24 zł za 1 m³ przy braku segregacji. Podstawą będzie roczne zużycie z liczników w mieszkaniach (albo przyjęta norma 2,7 m³ na osobę tam, gdzie nie ma danych).

Dla domków letniskowych i nieruchomości rekreacyjnych uchwalono stawkę ryczałtową - 200 zł rocznie przy segregacji i 400 zł przy braku segregacji.

Najkrócej mówiąc: w domkach stawki zostają, w blokach wchodzi "woda zamiast osoby". Zyskać mogą ci, którzy zużywają mało wody i mają zgłoszonych wszystkich domowników, a zapłacić więcej - mieszkania z dużym zużyciem wody i "nieujawnionymi" lokatorami.

Za zmianami było 13 radnych, przeciw – 7, 1 radny wstrzymał się od głosu.

Za przyjęciem uchwały zagłosowali:
Małgorzata Bartkiewicz, Roman Betlejewski, Łukasz Chojnowski, Michał Kacprzak, Tomasz Koczara, Anna Krajewska, Zbigniew Krych, Marek Kukiełka, Jolanta Kwiatkowska, Marian Malec, Sebastian Pęksa, Krzysztof Swaczyna, Rafał Wierzejski.

Przeciw byli:
Bogusław Konrad, Robert Krajewski, Krzysztof Laska, Ewa Orzechowska, Waldemar Pałys, Paweł Pecura, Klaudia Wilczyńska.

Od głosu wstrzymał się:
Edward Zalewski.

💬 Komentarze (62)

Chronione przez reCAPTCHA
Ładowanie komentarzy...

Dopasuj dla mnie

Zaznacz tematy, które Cię interesują. Zapamiętamy wybór tylko na tym urządzeniu.

Wybraliśmy dla Ciebie


Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników serwisu ostrowmaz24.pl.

Komentarze (62)
Opcje

Dostosuj preferencje treści:

Dołącz