Na internetowych forach rozprzestrzenia się informacja ostrowianki, która prosi o pomoc. Jej rodzina straciła dom. Teraz nie mają się gdzie podziać, brat nocuje po kolegach, a mama u znajomych. Czy znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie im pomóc?
Poniżej pełna treść wiadomości.
Chciałabym opisać sytuację naszej rodziny - ponieważ nikt nie chcę nam pomóc, a ja jestem już bezsilna. Ja wraz z moją rodziną od 17 lat mieszkaliśmy w budynku, który kiedyś należał do Telekomunikacji Polskiej w Ostrowi Mazowieckiej na podstawie zawarcia umowy ustnej z obecnym wtedy zarządcą, którą zawarł mój ojczym. W zamian za to, że tam mieszkaliśmy pilnowaliśmy sprzętu telekomunikacji tj. budek, kabli, posesji.
Pewnego dnia podczas mojego pobytu w pracy zadzwoniła do mnie mama, iż po naszej posesji chodzi jakiś mężczyzna i informuję ją, że ma się wyprowadzić do 5 lipca, bo on kupił tę posesję i jeśli tego nie zrobimy wkroczy koparką i zburzy wszystko. Nie okazał się wtedy żadnym aktem notarialnym, w całym zajściu brała udział ostrowska policja.
Po całym tym zajściu mama trafiła do szpitala po próbie samobójczej. Wraz z bratem zaczęłam wyjaśniać tę sytuację podczas pobytu mojej mamy w szpitalu. Wcześniej ten mężczyzna, który twierdzi że jest właścicielem bezprawnie odciął mamie prąd, nachodził ją i straszył. Dał nam 7 dni na wyprowadzkę i wyznaczył termin do 5 lipca. Poszłam prosić o pomoc burmistrza, jednak wtedy usłyszałam że powinnam przyjść dopiero wtedy kiedy ten mężczyzna faktycznie nas wyrzuci, bo to że nas straszy nic nie znaczy.
Tak jak się obawiałam dnia 5 lipca nieznany nam mężczyzna wkroczył na nasz teren z dużym sprzętem i dokonał nielegalnej eksmisji nas na ulicę. Wezwaliśmy policję, która wtedy nie powstrzymała działań tego mężczyzny i dopuściła do tego, że siłą wyrwał bratu klucze od domu i wyrzucił go za bramkę wraz z naszymi rzeczami i psami, nie mając sądowego nakazu eksmisji. Okazało się, że budynek został sprzedany z lokatorami i mężczyzna który to kupił wiedział co robi i w brutalny sposób pozbawił nas dachu nad głową.
Od sprawy minął już prawie miesiąc. Złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury, jako że ten mężczyzna zniszczył i wyrzucił nasze rzeczy z domu straciliśmy wszystko, cały dorobek życia dach nad głową i poczucie bezpieczeństwa. Moja mama ma pierwszą grupę niepełnosprawności. Miasto twierdzi, że nie mają lokali zastępczych i odsyłają nas do noclegowni. Czy taką osobę można skierować do noclegowni, która chce normalnie żyć i funkcjonować?
Do tej pory nikt nam nie zapewnił lokalu, brat sypia po kolegach, mama u znajomych bądź czasem siostry. Zbliża się zima, ja nie jestem w stanie za pieniądze ze stażu zapewnić swojej rodzinie lokalu. Co mam robić? Ręce już mi opadają martwię się, gdzie mama pójdzie, czy będzie miała się gdzie umyć i co zjeść? Dlaczego ktoś w ten sposób nas potraktował, a nie zapewnił lokalu? Czy ludzi biednych można w ten sposób potraktować? Sprawy sądowe toczą się latami, a gdzie my mamy pójść? Chcemy normalnie zacząć żyć, pracować i zacząć walczyć o swoje. W związku z całym tym zajściem udało nam się uratować tylko dokumenty, resztę mężczyzna, który nas eksmitował, wywalił i zniszczył. Mama ma kilka rzeczy, które zabrała do szpitala i parę ubrań, brat tak samo. Może podpowiecie mi co mam robić? Jako, że sama pracuje z osobami niepełnosprawnymi, w pewien sposób pomagam ludziom, mam nadzieję i liczę, że znajdzie się jakaś dobra duszyczka, która pomoże mojej rodzinie i że nie będę musiała się martwić o dach nad głową i bezpieczeństwo mamy. Każda pomoc się przyda, nie chcę by mama znów się załamała i nie oczekuje wiele.
Od redakcji:
List naszej czytelniczki skierowaliśmy do ostrowskiego urzędu miasta. Czekamy na odpowiedź.

💬 Komentarze (13)